|
Tendencje w zbywaniu i kupnie spółdzielczych mieszkań
Prezes Zarządu KSM:
mgr Krystyna Piasecka
Szanowni Państwo! Na wstępie pragnę zapewnić, że w niniejszym felietonie nie zamierzam omawiać uszczegóławiających szczebli skodyfikowanej piramidy podstawowych potrzeb ludzkich (np. wg amerykańskiego psychologa A.H. Masłowa), tym bardziej, że zamieszczone w niej elementy są nieustannie modyfikowane i poszerzane. Jednakże na potrzeby niniejszych rozważań pragnę przytoczyć/przypomnieć – ujęte w niej fundamentalne fizjologiczne potrzeby ludzkie, a są nimi: oddychanie, pożywienie, sen i odpoczynek, utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała (poprzez okrycie/ubranie) i schronienie (mieszkanie), a także inne potrzeby np. miłość, akceptacja, szacunek.
Z historii wiemy, że pierwotni ludzie chronili się w naturalnych grotach i jaskiniach, w różnego rodzaju szałasach skleconych najczęściej przez siebie, itp. Z upływem wieków – w miarę rozwoju społeczeństw, przemian ustrojowych i gospodarczych, zaczęły się pojawiać zaspokajające tego rodzaju potrzeby „domostwa" (indywidualne i zbiorowe) będące wytworami rąk ludzkich. Współcześnie pod pojęciem „domostwa" czyli „schronienia" rozumie się powszechnie – na całym świecie – miejsce zwane „mieszkaniem".
„Mieszkanie" jako takie może być wytworem w budynku jedno- lub wielorodzinnym. Może być komunalne, własne, spółdzielcze, wynajęte od kogoś itp. Także za takowe uważa się hotele, domy opieki, schroniska i inne miejsca - dające ludziom szansę bezpiecznego przeżycia, przetrwanie niesprzyjających warunków, jakich na tej Ziemi nie brakuje, prywatności i spokoju.
Korzenie ruchu spółdzielczego liczą z grubsza rzecz biorąc 300 lat (niektórzy specjaliści twierdzą, że nawet więcej). Wiemy, że sięgają one roku 1812, kiedy to Stanisław Staszic założył prekursorską na owe czasy spółdzielnię pod nazwą Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego. Powstanie pierwszych spółdzielni mieszkaniowych przypada (wg historyków) na schyłkowe lata dziewiętnastego wieku – i jest powiązane z epoką rozwoju kapitalistycznej gospodarki rynkowej, przemysłowej industrializacji, która wywołała niespotykane w poprzednich okresach dziejowych ruchy ludności w formie masowego przemieszczania się ze wsi do miast - w poszukiwaniu pracy zarobkowej w powstających dynamicznie zakładach i przedsiębiorstwach. Ruchy te wyzwoliły naturalne zapotrzebowanie robotników na mieszkania dla siebie i swoich rodzin, przy braku niezbędnego na te cele kapitału własnego. Stąd remedium na realizację tych potrzeb okazały się być samopomocowe zasady spółdzielcze. Temat ten już wielokrotnie był prezentowany na łamach „Wspólnych Spraw".
Zatem tylko sygnalnie przypominam, że na terenach polskich rozwój spółdzielczego budownictwa mieszkaniowego, skrystalizował się relatywnie później, niż w innych, bardziej rozwiniętych gospodarczo krajach Europy zachodniej, a jego początki odnotowane zostały przede wszystkim na terenie Wielkopolski, Śląska i innych regionów. Skodyfikowanie dla budownictwa mieszkaniowego prawa spółdzielczego nastąpiło w Polsce po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej – w okresie międzywojennym (w początkach lat 20-tych, czyli przed kolejną - II wojną światową).
W powojennej Polsce poglądy na spółdzielczość mieszkaniową (i nie tylko mieszkaniową) były bardzo zróżnicowane i w różnych okresach, mniej lub bardziej sprzyjające tej formie gospodarowania, uznawanej za relikt kapitalizmu. Zmiany podejścia władz państwowych do spółdzielczej formy budownictwa wystąpiły, gdy okazało się, że Państwo jest niewydolne, by zapewnić każdej rodzinie „dach nad głową" za pieniądze, którymi na ten cel dysponuje i że trzeba, wobec tego „sięgnąć do kieszeni" bezpośrednio zainteresowanych. Zmieniło to nastawienie do spółdzielczej formy budownictwa, ale z zapewnieniem państwowego nadzoru i ingerencji w jej rozwój. Dało to jednak asumpt do rozbudzenia inicjatyw społecznych by przyspieszyć zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych dla siebie i swoich rodzin, bez oglądania się na ówczesne Państwo.
Skokowy rozwój spółdzielczej formy budownictwa mieszkaniowego odnotowaliśmy w naszym kraju w latach – 1960 – 1990. Owocował on realizacją około 5 milionów lokali. Statystycznie rekordowym był rok 1978, kiedy to (według danych GUS) polska spółdzielczość mieszkaniowa przekazała swoim członkom aż 283.600 mieszkań. Temu dynamicznemu rozwojowi budownictwa spółdzielczego, w obliczu wielkiego zapotrzebowania społecznego na mieszkania sprzyjały wypracowane wówczas przez działaczy spółdzielczych z władzami państwowymi rozwiązania prawne i finansowe.
Ówczesne spółdzielnie mieszkaniowe wykorzystując dostępne instrumenty – wysiłkiem swoich kadr i z inicjatywy członków spółdzielni - dokonały trwałej zmiany krajobrazu polskich miast, czego dowody mamy też po dziś także w Katowicach. To wówczas spółdzielnie mieszkaniowe stworzyły materialne podstawy współczesnego rynku mieszkaniowego, zaspokajając ogromną część potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa (tych powojennych i narastających w wyniku szczytu demograficznego). Tworzyły równocześnie istniejącą po dziś dzień i dobrze funkcjonującą masową i szeroko dostępną infrastrukturę: ukształtowaną zieleń, pawilony usługowe i handlowe, szkoły i przedszkola, miejsca parkingowe (skromne, ale ilościowo zgodne z ówczesnymi, krajowymi przepisami prawnymi), kluby osiedlowe, place zabaw, itd.
Owo przeogromne dzieło – odbudowania po zniszczeniach wojennych i budowy nowych mieszkań - było i jest rezultatem trudu milionów spółdzielców, (z pokoleń już odeszłych lub odchodzących spośród nas.) Efekty ich mieszkaniowych dokonań trwają jednak i sprawdzają się jak kraj długi i szeroki. Dziś, jednakże, wskutek zmian ustrojowych i przemian społecznych, zgodnie z możliwościami wynikającymi z litery obecnie istniejącego prawa, lokale niegdyś spółdzielcze (lokatorskie, a później też własnościowe) - zmieniają swój przynależnościowy charakter. Stopniowo następuje (i to coraz szybciej) wydzielanie tych do niedawna spółdzielczych lokali – z nieruchomości spółdzielczych i przekształcanie w odrębną własność, powodując stopniowe uszczuplanie majątku spółdzielni, jak i zmianę przedmiotu jej statutowej działalności.
Proces ten postępuje, zmieniając strukturę własnościową zasobów spółdzielczych, w budynkach zrealizowanych kiedyś przez spółdzielnię dla swoich członków, co oznacza, że w większości nieruchomości mieszkaniowych dominują odrębni właściciele. Są nimi osoby poprzednio posiadające prawa spółdzielcze – zmienione wskutek tzw. przekształcenia, ale (i to coraz powszechniej) są to też nabywcy własności lokali – wskutek dziedziczenia, darowizny, czy też ich zakupu na rynku wtórnym nieruchomości od poprzednich właścicieli.
Równocześnie po zmianie ustroju Państwa polskiego (po roku 1990), nowe uregulowania prawne sprzyjające gospodarczemu i społecznemu rozwojowi sektora prywatnego, w tym również w dziedzinie mieszkalnictwa, nie sprzyjały kontynuacji rozwojowych spółdzielczości, bowiem w znacznym stopniu ograniczyły atrakcyjność spółdzielczego budownictwa mieszkaniowego (np. ograniczając możliwość ustanawiania praw lokatorskich i likwidując prawo ustanawiania nowych spółdzielczych, własnościowych praw do lokali) oraz możliwości inwestycyjne spółdzielni. Spółdzielnie mieszkaniowe na skutek wprowadzonych zmian zostały zmuszone do realizacji niekorzystnych ekonomicznie dla tego sektora działań, w tym do przymusowego, nieekwiwalentnego „wywłaszczania" z majątku – na każdorazowe żądanie członka uprawnionego do spółdzielczego lokalu, do dopuszczania do nabywania praw lokatorskich przez tak zwane osoby bliskie, bez względu na to, czy wspólnie zamieszkiwały z byłym członkiem, i to często w sytuacji, gdy osoby te mają już inne mieszkanie. Na zmniejszanie zasobu mieszkań spółdzielczych wpływa także obowiązek zbywania tych odzyskanych przez spółdzielnię, do których wygasło spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego, w przetargach na ustanowienie własności lokalu. W ślad za tym następuje stałe umniejszanie spółdzielczego rzeczowego i finansowego stanu majątkowego.
Ten usankcjonowany prawnie i kontynuowany system coraz bardziej sprowadza rolę spółdzielni do sprawowania „funkcji administratora i zarządcy" wybudowanych przez siebie mieszkań, a to z kolei wraz z nieustannym uszczuplaniem majątku (jak i w aspekcie jeszcze kilku innych niekorzystnych dla ruchu spółdzielczego rozwiązań prawnych) ewidentnie zmierza do umniejszenia roli społecznej spółdzielczości mieszkaniowej w życiu gospodarczym kraju i docelowo (jako prosta konsekwencja) grozi jej wyeliminowaniem z życia społeczno-gospodarczego w naszym państwie. Mimo i niezależnie od zapewnień oraz deklaracji polityków – zaprzeczających, że taki cel nie istnieje. Czy to dobry kierunek? Wątpię.
Zawsze były, są i będą w społeczeństwie osoby, które stać na bardzo wiele (apartamenty, penthousy, posiadłości, itp.). Ale obok nich, w milionowych gremiach byli, są i zawsze będą również ci, których dochody (zarobki) nie pozwalają na samodzielne zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych. Oni też istnieją w polskich realiach. Są liczebną mniejszością – podobnie jak i owi majętni. W przekroju społecznym dominują w naszym kraju osoby średnio uposażone i to one (nikomu ze spółdzielców nic nie ujmując) zapełniają w większości nasze mieszkania spółdzielcze. To ta grupa społeczna zabiega głównie o lokale na tak zwanym wtórnym rynku (bo jak wspomniałam w skali kraju nowe lokale spółdzielcze to aktualnie marginalna mniejszość). Obecnie alternatywą rynkową dla większości potrzebujących są – do nabycia mieszkania deweloperskie na rynkach pierwotnych, pod warunkiem posiadania jednak odpowiedniej gotówki bądź zdolności kredytowej – określonej przez banki. Wprawdzie w międzyczasie powstały w naszym kraju – jako alternatywa dla „ubogich": TBS-y, a następnie SIM-y, lecz rozmiary ich działalności, jak i obwarowania dochodowe sprawiają, iż nie jest to „rynek" powszechnie dostępny, raczej jeszcze marginalny, a dla osób średniozamożnych ze względu na dochody – niedostępny. Czy więc mieszkanie jest „dobrem", czy też tylko „towarem"? Aktualnie nie podlega wątpliwości twierdzenie, że w realiach XXI wieku mieszkania w znacznej mierze są towarem rynkowym.
Masz pieniądze – nie musisz stać w kolejce – kupujesz. Nikt nie może pytać, czy kupujesz dla siebie, swojej rodziny, czy w celach inwestycyjnych.
Obecnie sprzedawane z zasobów spółdzielczych mieszkania na rynku wtórnym, jak też i te będące przedmiotem spadków czy darowizn, trafiają – co oczywiste – do nowych właścicieli. Właścicieli dotąd raczej niezwiązanych ze spółdzielnią, w której zasobach ów nabywany lokal się znajduje. Nowi właściciele nie mają na ogół podstawowej, choćby szczątkowej wiedzy, jak ta spółdzielnia funkcjonuje, jakie są jej idee i cele wspólnotowe. Częściej mają pojęcie o funkcjonowaniu spółek i odnoszą je do formy spółdzielczej. Styk z inną organizacją, której nie znają, bywa więc zazwyczaj powodem negatywnego pojmowania zadań spółdzielni i jej organów, jak również takiego nastawienia do całego ogólnoświatowego, egalitarnego ruchu społecznego, a w konsekwencji – w jego rozbiciu upatrujących osobistych, ekonomicznych korzyści.
W oparciu o posiadaną wiedzę i doświadczenie zauważam, że jeszcze, póki co wśród nabywców lokali spółdzielczych przeważają osoby zainteresowane ich zakupem dla własnych potrzeb. Ale ten trend się zmienia. Coraz częściej w roli nabywców mieszkań spółdzielczych na rynku wtórnym występują różne „firmy" oraz indywidualni „kupcy", których celem jednak nie jest zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych własnych lub swojej rodziny. Zakup lokalu spółdzielczego na rynku wtórnym traktowany jest jako element biznesu, jako zarobkowe lokowanie swoich zasobów finansowych w posiadanie jednego lub i więcej mieszkań, które w spółdzielczych zasobach są z reguły tańsze niż u deweloperów, a które mimo swoich lat, nadal znajdują się w znakomitej większości nieruchomościach budynkowych będących w dobrym stanie technicznym, zadbanych i dobrze zarządzanych.
To zauważalny i postępujący od lat dwutysięcznych naszego stulecia trend – oczywiście nie kolidujący z aktualnym ustawodawstwem – ujawniający się w szczególności na terenach dużych ośrodków miejskich oraz w atrakcyjnych miejscowościach wypoczynkowych i w ich sąsiedztwie. W odniesieniu do naszego – Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej zasobu mieszkaniowego – natężenie tego rodzaju zachowań odnotowujemy w każdej dzielnicy naszego miasta, ze wskazaniem na osiedla usytuowane w miejskim śródmieściu. Znamiennym jest, że zarówno na rynku wtórnym – docierając bezpośrednio do właścicieli lokali w budynkach przez nas zarządzanych, jak i wśród uczestników ogłaszanych przez spółdzielnię przetargów na lokale odzyskane po byłych członkach – większość stanowią oferenci rekrutujący się z grona osób skupionych albo w spółkach kapitałowych, fundacjach lub stowarzyszeniach. I owe swoje „spółkowe", „stowarzyszeniowe" zasady – jakże odmienne od spółdzielczych – usiłują transponować do spółdzielczej rzeczywistości.
Nienaruszalnym fundamentem spółdzielczości jest to, że każdy członek spółdzielni dysponuje (na Walnym Zgromadzeniu, na Zebraniu Osiedlowym) jednym głosem. Bez znaczenia jest czy posiada w spółdzielni jeden, czy więcej lokali, czy też, co się zdarza, ułamkowy udział w części lokalu. W spółkach „siła głosu" w różnych decyzjach na walnych zgromadzeniach zależy od wielkości posiadanego w nich kapitału (podobne zasady obowiązują i we wspólnotach mieszkaniowych). Jest to więc istotna różnica. Bogaty czy skromny posiadacz jest takim samym równoprawnym członkiem Spółdzielni i z takim samym, równym jednym głosem.
Posiadacze większej – niż jeden – liczby lokali własnych (względnie – również niektórzy zarządzający w imieniu poszczególnych właścicieli ich lokalami, w oparciu o zawarte indywidualne umowy – na taką usługę) często próbują kwestionować i podważać tę immanentną dla spółdzielczości potwierdzoną w zapisach ustawowych i statucie zasadę. Prawda jest też i taka, że najczęściej będąc w posiadaniu większej liczby spółdzielczych lokali – faktycznie z reguły w nich nie mieszkają, bowiem swoje potrzeby mieszkaniowe zaspokajają gdzie indziej (bywa, że i poza polskimi granicami). Z mojej perspektywy członek spółdzielni nie musi obecnie mieszkać w swoim, względnie – swoich lokalach, ale w takiej sytuacji nie powinien np. ubiegać się o mandat radnego w samorządzie osiedlowym czy spółdzielczym, bo jego centrum życiowe tkwi gdzie indziej. Cele posiadania lokalu spółdzielczego są inne. Ma też mniejsze możliwości oceny problemów środowiska, z którego wywodzi swoje prawa, a często i jako wynajmujący rozbieżne interesy z resztą lokalnej społeczności.
A co się dzieje z lokalami wykupionymi nie na własne potrzeby? Zarówno kupcy indywidualni, jak i spółki (także fundacje i stowarzyszenia), oferują je innym potrzebującym – na zasadach najmu (na podnajem nie potrzeba żadnych zgód Spółdzielni czy innego zarządcy). Efektem takiej funkcji mieszkania jest pojawienie się w naszych budynkach co pewien czas, i tymczasowo, coraz to nowych sąsiadów (i nie tylko polskiej narodowości). Dla właściciela lokalu taka praktyka to oczywistość, a dla spółdzielni normalność. Jednakże dla sąsiadów – stałych mieszkańców – mniej korzystna okoliczność. Inna praktyka to „przejściowe posiadanie" – czyli po większym lub mniejszym remoncie – lokal jest wystawiany na sprzedaż na rynku wtórnym. Tym sposobem – efekt jest taki sam – zmienność osób i ich ilości w sensie liczby korzystających z tych lokali. Skutkiem ubocznym obu wskazanych zachowań jest konieczność wielokrotnej aktualizacji danych w dokumentacjach lokalowych Spółdzielni, potrzeba wielokrotnego korygowania stanów ewidencyjnych i różnego rodzaju rozliczeń, także z Urzędem Miasta, itd., w tym każdorazowe potwierdzenie zmian, potrzeba „pouczenia" o regułach zachowań (często zresztą nierespektowanych, zwłaszcza przez część podnajemców nie liczących się z niczym) o obowiązujących w Spółdzielni aktach prawa zewnętrznego i wewnętrznego. Pomijam tu fakt, z uwagi na ochronę danych właścicieli – wspomnianej uciążliwości „podnajemców", ich mieszkań dla sąsiadów takich lokali (nieprzeciętnie angażujących administracje osiedlowe i działaczy samorządowych w rozwiązywanie różnego autoramentu konfliktów sąsiedzkich, zwłaszcza gdy właściciel mieszkania jest daleko, a swe kontakty ze spółdzielnią ogranicza do korespondencji elektronicznej).
Zdumiewające, jest również to, że w wielu przypadkach, takich jak brak płatności przez najemców, czy okresowy brak najemców – właściciele mieszkań usiłują skutki tych sytuacji w swoich biznesowych działaniach przelewać na spółdzielnię, czyli obarczyć nimi pozostałych mieszkańców. Sytuacja i argumenty bywają np. takie: – „nie mam dochodu, bo lokator mi nie zapłacił", lub: – „nie mam najemcy mieszkania" – „więc nie będę płacił spółdzielni comiesięcznej należności za lokal i żądam nienaliczania mi opłat za wodę i ciepło, bo nie będzie zużycia, a powiadomię Was o zmianie – jak znajdę najemcę".
Takie kuriozalne oświadczenia (wcale nierzadkie) są w swoich skutkach żądaniem, żeby za niedający dochodu najem jego mieszkania koszty ponosili inni, czytaj – wszyscy członkowie spółdzielni. To także próba usankcjonowania łamania ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (Dz.U. 2024 poz. 558) wyjaśniającej w artykule 4, że zarówno członkowie spółdzielni, jak i osoby niebędące jej członkami: „są obowiązani uczestniczyć w pokrywaniu kosztów związanych z eksploatacją i utrzymaniem ich lokali, eksploatacją i utrzymaniem nieruchomości wspólnych. Są oni również obowiązani uczestniczyć w wydatkach związanych z eksploatacją i utrzymaniem nieruchomości stanowiących mienie spółdzielni, które są przeznaczone do wspólnego korzystania przez osoby zamieszkujące w określonych budynkach lub osiedlu."
W tym kontekście członkom spółdzielni, wszystkim tym którzy terminowo uiszczają płatności za mieszkanie, postawić można pytanie: – czy zgadzacie się Państwo ponosić koszty mieszkaniowe za tych, którzy tego mimo obowiązku faktycznie nie czynią?
Procedury windykacyjne z reguły są pracochłonne i długotrwałe w czasie – nic więc dziwnego, że Rada Nadzorcza, Rady Osiedlowe i Zarząd z Administracjami – poświęcają temu zagadnieniu wiele czasu i uwagi, by nie dopuścić do utraty bieżącej płynności finansowej Spółdzielni w oczekiwaniu na wyroki sądowe i windykacje komornicze (a przecież mogliby ten czas spożytkować inaczej – bardziej efektywnie dla siebie lub naszej spółdzielczej społeczności). W tym zakresie aż się prosi o zmianę podejścia polityków stanowiących prawo – do problemów spółdzielczości mieszkaniowej, czyli interesów zrzeszonych w niej członków.
Jakie będą dalsze tendencje w zbywaniu i kupnie spółdzielczych mieszkań – tego naturalnie nie wiemy – to w znacznej mierze zależy również od Państwa – naszych Czytelników, czyli od samych spółdzielców i od właścicieli lokali bowiem Spółdzielnia, która w przeszłości w stosunku do większości naszego zasobu była inwestorem budującym te lokale lub weszła w posiadanie praw do nieruchomości budynkowych nabywając je od pierwotnych właścicieli na potrzeby spółdzielców – nie została przez ustawodawcę wyposażona nawet w prawo pierwokupu tychże lokali. Nikt, żadna spółdzielnia ani jej władze nie są w stanie – przy aktualnych prawnych uregulowaniach – ograniczyć lub spowolnić tempa wywłaszczania spółdzielni z majątku drogą darmowych uwłaszczeń na jej majątku spółdzielczym! To już proces nie do odwrócenia i nikt nie zamierza wstrzymywać przekształcania własnościowych praw do lokali spółdzielczych w odrębną własność. Jednak to po Państwa – Czytelników – stronie leży decyzja kto w bliższej lub dalszej perspektywie, stanie się przyszłym posiadaczem praw, którymi aktualnie dysponujecie.
Pod wpływem wielu rozmów z mieszkańcami, zwłaszcza z tymi, którzy rozumieją czym jest spółdzielnia mieszkaniowa i jakie są dla niej perspektywiczne zagrożenia – w obliczu zbliżających się wyborów do Rady Nadzorczej naszej Spółdzielni poddaję pod rozwagę kilka zagadnień, mogących mieć ewentualny wpływ na owe Państwa wybory:
1) Czy do Rady Nadzorczej naszej Spółdzielni (a zdecydują o tym członkowie – głosujący osobiście podczas obrad Walnego Zgromadzenia) – winny być wybrane osoby co do których zachodzi obawa, że jako osoby posiadające wprawdzie członkostwo KSM, ale wykorzystują swoje lokale w celach zarobkowych (komercyjnych, jako Spółki, Fundacje itp. – iż mogą preferować ich prywatne interesy)? 2) Czy do Rady Nadzorczej Spółdzielni winny uzyskać od Państwa poparcie osoby fizyczne dysponujące prawem (prawami) do lokalu w zasobie Spółdzielni – jako członkowie Spółdzielni (tzn. właściciele lub współwłaściciele wyodrębnionych na własność lokali), lecz faktycznie w nich niemieszkający, a wynajmujący je osobom trzecim (co oczywiście jest prawnie dopuszczone), ponieważ swoje potrzeby mieszkaniowe zaspokoili faktycznie w innym miejscu, najczęściej w ogóle poza Spółdzielnią? Nie jest to naganne, ale związek takiego członka z osiedlem i mieszkańcami budynku z zasady jest luźniejszy, co może wpływać na postrzeganie i wagę problemów, które ewentualnie w tymże osiedlu należy rozwiązywać. 3) Czy kandydatami do samorządowych władz Spółdzielni mogą być członkowie, co do których lub ich domowników, były zarzuty o nie respektowanie zasad statutowych lub obowiązujących w Spółdzielni regulaminów, w tym tacy którzy sami lub ich współmieszkańcy względnie podnajemcy zachowaniem swym naruszali zasady współżycia społecznego, powodując uciążliwości i dyskomfort zamieszkiwania dla innych mieszkańców? 4) Czy kandydować powinni członkowie, którzy uzurpują sobie prawo do permanentnych (bez zgody lub wbrew opinii sąsiadów), różnego rodzaju prywatnych inicjatyw szkodzących de facto Spółdzielni w jej relacjach gospodarczych i społecznych z otoczeniem, w tym także wizerunkowi Spółdzielni, a wskazujących na prywatny cel lub interes, (np. chcących wymusić dla siebie korzystne decyzje i rozwiązania. Dla przykładu takie, jak samowolne zawłaszczanie określonych elementów części wspólnych nieruchomości – korytarzy, piwnic, części gruntu, itp. a tym samym ograniczanie do nich dostępu innym współwłaścicielom. To rzecz jasna nie wszystkie okoliczności, które Państwo podnosicie, bo Was bulwersują, a które przedstawiłam pod wpływem korespondencji od Państwa, jak i z bezpośrednich kontaktów i rozmów. Ciekawa jestem jaka jest Państwa – jako Czytelników tego felietonu opinia na poruszone wyżej tematy. Niewątpliwą odpowiedzią, jak zawsze, będą też oddane przez Państwa głosy podczas najbliższych wyborów – na naszym dorocznym Walnym Zgromadzeniu. Z innych pytań i wątpliwości, które Szanowni Państwo sygnalizowaliście pragnę wyjaśnić (choć na ten temat już niejednokrotnie pisaliśmy – ale mogło to umknąć, zatem dobrze, że chcecie Państwo wiedzieć i nie krępujecie się pytać), jaką rolę w Spółdzielni pełnią zakłady celowe, czym są.
Zakłady celowe naszej Spółdzielni (czyli realizujące zadania gospodarcze) – wypracowują dla Spółdzielców – poprzez swoją działalność usługową – dodatkowe zyski, które następnie „pracują" na rzecz całej naszej spółdzielczej społeczności. Jest to działalność nieobligatoryjna – dodatkowa, którą prowadzimy zapewniając szybką reakcję na doraźne potrzeby remontowe, konserwacyjne i zapewniająca całodobowy serwis techniczny jako pogotowie techniczne dla naszych mieszkańców, na wypadek różnego rodzaju awarii i zdarzeń. Wspomnę, iż do nich należą także – Zakład Usług Parkingowych, Zakład Ciepłowniczy z wydzieloną sekcją ds. Zieleni oraz – Mieszkaniowe Biuro Pośrednictwa.
Przy sposobności proszę o korzystanie z szerokiej gamy usług oferowanych przez te nasze Zakłady (w tym również z możliwości ewentualnego pośrednictwa oferowanego przy zamierzonej sprzedaży lub darowiźnie posiadanego lokalu – co z powodzeniem realizuje nasze Mieszkaniowe Biuro Pośrednictwa będące zakładem celowym w strukturze Spółdzielni, a nie odrębną Spółką. Nasze zakłady celowe – konkurując swymi ofertami na rynku zarządzania nieruchomościami, w przeciwieństwie do usługodawców zewnętrznych – wypracowują dla Spółdzielni (czyli dla spółdzielców) dodatkowe środki finansowe, przy czym dla członków Spółdzielni stosując nie tylko dogodne warunki realizacji, ale i preferencyjne ceny. Biuro Pośrednictwa Mieszkaniowego pomaga członkom lub ich krewnym także w przeprowadzaniu postępowań spadkowych, darowizn, itp. oraz realizuje inne usługi związane z obrotem i wynajmem lokali.
Zachęcam osoby zainteresowane sprawami naszej Spółdzielni do odwiedzania portali społecznościowych na Facebook, które w naszym przekonaniu zawierają pomocne dla mieszkańców nie tylko naszej Spółdzielni - różnego rodzaju sprawy, informacje, komunikaty. Dla przypomnienia podaję ich adresy: www.facebook.com/KatowickaSM oraz www.facebook.com/ksm.lokalnie
Szanowni Państwo Co spółdzielczość mieszkaniową czeka w najbliższym okresie?
Po klimacie prawnym stworzonym przez ustawodawcę – niestety należy sądzić w oparciu wprowadzoną do obrotu prawnego 4 grudnia 2025 roku nowelizację ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz w opublikowanych i będących przedmiotem obrad Sejmu propozycji, dalszych i głębszych zmian nie należy się spodziewać. Nie należy także oczekiwać ponownego przywrócenia spółdzielcom mieszkaniowych praw, które posiadają inne branże spółdzielcze. Wykluczenie „mieszkaniówki" spod reguł prawa spółdzielczego było posunięciem koniunkturalnym i czysto politycznym.
Spółdzielczość mieszkaniowa pozostaje nadal zakładnikiem różnych sił politycznych i spektakularnego „atakowania" w imię populizmu, bez konkretu. Zawsze znajdą się (tak jak i np. służbie zdrowia) niezadowoleni z usług, bo to co dla jednego jest pozytywem to u drugiego budzi niezadowolenie – np. casus przysłowiowej „ławeczki" koło budynku – nie ma jej „jest źle", jest – to też jest „źle", a werbalne powtarzanie gołosłownych, nieprzychylnych też – urasta do rangi dowodu. I tę świadomość mieć winni wszyscy spółdzielcy żyjący dziesięcioleciami w swoim „M".
Z poważaniem KRYSTYNA PIASECKA
|