Moje refleksjeTemat dnia
Nr 216 Nr 217 Nr 218
   
NASZE, WSPÓLNE SPRAWY...
CENTRUM ZARZĄDZAJĄCO-USŁUGOWE CZ. 4
Ach, zamieszkać na Świerkowym… !
MIESZKANIA STALE SĄ WYODRĘBNIANE
PORZĄDZEK OBRAD ZP KSM
POLICYJNY PUNKT W GWIAZDACH
ZNANI I NIEZNANI - KRYZSZTOF NIESPOREK
FILHARMONIA ŚLĄSKA ZAPRASZA
LISTY UPRAWNIONYCH DO MIESZKAŃ

Krzysztof Niesporek 

Założyciel firmy dziadek Augustyn Niesporek

Foto Niesporek: – tutaj trwa historia rodu

K. Niesporek: jedna z wielu artystycznych fotografii Nikiszowca

Ktokolwiek  zajrzy do Nikiszowca jest pod wrażeniem tutejszej architektury. Ulice zabudowane ceglanymi domami z wykuszami, z ozdobnie zwieńczonymi oknami „grały” w wielu filmach, uwieczniane w fotogramach i na obrazach profesjonalnych artystów, karierę zrobiły w obrazach malarzy naiwnych, którzy jak Ociepko, Wróbel, Sówka czy Gawlik  awansowali do zjawisk artystycznych. Tam gdzie jest pięknie – a pięknie jest zarówno tutaj na Nikiszu (jak się lokalnie mówi) jak i na niedalekim Giszowcu (Giszu) – tam rodzi się sztuka. Czy to zatem przypadek, że w tym miejscu zadomowiła się niezwykła fotografia?
W samym sercu Nikiszowca przy placu Wyzwolenia 9, w domu o zewnętrznych, krytych schodach, gdzie na osłaniającym je murze napis głosi: Foto Niesporek rok założenia 1919 – mieści się studio Krzysztofa Niesporka. Ten napis rzuca się w oczy. Dodaje patyny tej dzielnicy. Firma ma właśnie 90 lat! Rzadki to w naszym kraju jubileusz, jak i to, by zawód przechodził z ojca na syna, z syna na wnuka a z wnuka na prawnuków, bo i córka pana Krzysztofa ma swoje studio fotograficzne w centrum Siemianowic Śląskich. To już dynastia! A wnuk? Wnuk mówi do dziadka – Krzychu! – i może być równie dobrze fotografem co… kosmonautą. 
Studio Krzysztofa Niesporka jest obszerne, składa się z kilku sporych, zaciemnionych pomieszczeń. Stoją tu liczne aparaty, jakieś przesłony, dużo lamp, reflektorów, są komputery. Jest tu tajemniczo, bo z mroku wyłaniają się różne ciekawe przedmioty, instrumenty muzyczne,  zabytkowy stolik, w kącie bukiet kwiatów, wyściełana antyczna kanapka i takież fotele i krzesła, a nawet wielki fotel jak tron. Są to akcesoria, fragmenty scenografii, które w razie potrzeby służą do wzbogacenia zdjęcia.
– Firmę założył w 1919 roku mój dziadek Augus-
tyn Niesporek – mówi pan Krzysztof – był górnikiem, wydawał materiały strzałowe, a w wolnych chwilach fotografował. To była jego pasja, jego hobby i... dodatkowe źródło zarobków. W końcu zrezygnował z pracy w kopalni i założył zakład fotograficzny. Specjalizował się w portrecie. W ogóle my, jako firma Niesporek, zajmowaliśmy się i zajmujemy  portretem, w centrum zainteresowania jest człowiek. Nie robimy jak Hartwig zdjęć pejzaży, nie jesteśmy pasjonatami, którzy chodzą po górach i robią zdjęcia, nie robimy fotoreportaży, ale albumy ze zdjęciami np. ślubnymi, z których każde wyraża różne gesty, emocje, spojrzenia, uczucia i pozy, każde jest osobną dokumentacją chwili, która drugi raz się nie powtórzy. Nie tylko na Nikiszowcu czy Giszowcu mieszkają posiadacze naszych zdjęć, ale w wielu dzielnicach Katowic i innych miast, bo przez pokolenia przychodzi się i zjeżdża do naszego zakładu, by udokumentować ważne chwile życia – śluby, chrzciny, komunie, jubileusze, ale i bez powodu – ot, po prostu by utrwalić od zapomnienia jak się wyglądało…
Dziadek Augustyn miał czwórkę dzieci, dwóch synów i dwie córki. Trójka z nich została fotografami, to znaczy dwóch wujków i ciocia. Ojciec Franciszek Niesporek został tu, na miejscu dziadka w Nikiszowcu, wujek otworzył swoje studio w Szopienicach, a ciocia w jakiś czas po wyjściu za mąż - studio w Rydułtowach, później w Nowym Bytomiu, w Mysłowicach. Moja mama Maria Niesporek – też była fotografem, moja ciocia też i moja kuzynka tak samo.
– Te zdjęcia – mówię – które tu, w tym gabinecie wiszą na ścianach, przypominają obrazy, są niezwykle malarskie. Niektóre pokazują ludzi jakby wyłonionych z mgły, inni znowu wydobywają się z mroku, jak np. ta tańcząca para, którą tylko łagodne światło maluje miejscami stonowanymi refleksami tak, że tylko domyślić się można, że suknia kobiety jest koloru wina... To wszystko jest przytłumione, delikatne, wyrafinowane, jakby dotknięte pędzlem artysty malarza. Światło wydobywa tylko niektóre szczegóły. Wszystko magiczne, poetyckie. I niezwykłe, głębokie wyrazy twarzy osób portretowanych. Jakie to inne od tych jaskrawych bijących po oczach  zdjęć, jakie teraz sobie sami pstrykamy tymi „cyfrówkami”!
– Fotografia – z greckiego to malowane światłem, rysowane światłem...
– Czy uważa się Pan za artystę fotografika, fotografa, fotoreportera?
– Jestem członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, więc mam prawo do tytułu artysty fotografika. Ale przecież my zajmujemy się działalnością usługową, zatem to jest w gruncie rzeczy rzemiosło, które tylko bywa rzemiosłem artystycznym. Więc owszem, jestem artystą fotografikiem. Specjalizuję się w portrecie, w zdjęciach ślubnych, rodzinnych, komunijnych, okolicznościowych, bo wtedy przychodzą klienci, którzy pragną poprzez fotografię zapamiętać ważne, przełomowe chwile swojego życia. I mieć z tego pamiątkę.
Tak sobie myślę – rozkoszując się wnętrzami atelier – że kilka pokoleń mieszkańców Nikiszowca, Giszowca, Szopienic i okolic, także już pośród spółdzielców KSM,  przechowuje zapewne w swoich domach fotografie ślubne wiszące w sypialniach. Przez 90 lat musiało się tego sporo już zgromadzić ze ślubów prapradziadków, pradziadków, dziadków, rodziców, dzieci, a na tych zdjęciach różne, zmieniające się mody strojów ślubnych, uroczystych póz, odwiecznych gestów i różnych mód na ślubne suknie, welony, upięcia i bukiety. Gdyby jakimś cudem udało się te stare zdjęcia wykonane przez dynastię Niesporków powyciągać z pawlaczy, szaf, tapczanów, a te aktualne zdjąć ze ścian – byłaby to niezwykła a także wzruszająca wystawa „Nowożeńców portret własny”. Gdyby się udało... Może na jubileusz 90-lecia? Pan Krzysztof powątpiewa czy by się udało. Tyle lat... Tysiące ludzi…
Wchodzi do studia para młodych ludzi i prosi o wykonanie zdjęć do paszportu. Pan Krzysztof dysponuje:
– Proszę tu, przed lustrem, uporządkować włosy, panią proszę o odsłonięcie uszu, zdjęcie kolczyków, odsuniecie grzywki tak, by widać było brwi.
Zdziwione spojrzenia. Ta, tak... Inaczej nie przyjmą. Uszy to znak rozpoznawczy jak linie papilarne, niepowtarzalne. Bez uśmiechu, twarz prosto, zupełnie en face.
W czasie wykonywania zdjęć oglądam wielki, wiszący tuż przy wejściu portret szczupłej, w średnim wieku kobiety, ubranej w strój śląski, z rękami złożonymi na fartuchu. Na głowie jedwabna obfita chusta w kolorze kremowym,
z malowniczo rozłożonymi na gorsecie frędzlami. Czarne tło. Ciemne tło drobnych kwiatów na fartuchu. Malowidło to czy fotografia? Wyraźna faktura płótna – więc to chyba dzieło malarza.
– Nie, nie – mówi Krzysztof Niesporek. To też fotografia. Ale wykonana skomplikowaną technologią na płótnie.
– A tu wśród innych zdjęć są nawet zdjęcia ślubne na... blejtramach! Tylko oprawić w ramy i mamy w domu ślubne dzieło sztuki...
– Można i tak... Swego czasu, chyba jeszcze za czasów mojego ojca, w okolicy Szopienic znajdowała się jednostka wojskowa. Wtedy to do studia przychodziło bardzo wielu żołnierzy. Chcieli mieć zdjęcia – jacy to oni są przystojni, jaki mają fajny mundur, jak dobrze wyglądają, żeby posłać swojej dziewczynie, często na drugim końcu kraju, żeby nie zapomniała. Dużo też przychodziło tzw. wulców z Domów Górnika, młodych ludzi werbowanych do pracy w kopalniach z różnych części Polski. Jeśli dostali mundur górniczy – to w mundurze. Albo w nowym garniturze. Żeby posłać rodzinie.
W ogóle kiedyś górnicy często się fotografowali w galowych mundurach, w czakach z pióropuszami, zwłaszcza w okolicach Barbórki, bo kiedyś być górnikiem to był wielki honor. Teraz ta moda zanikła, bo i zawód jakoś spowszechniał...
– A dziś się pstryka.
– A dziś, jeśli ktoś chce się przypomnieć rodzinie i pochwalić, że coś w życiu osiągnął, to robi sobie zdjęcie w pięknym ubraniu i przy samochodzie automatycznym aparatem cyfrowym – ciach – i potem przesyła fotkę swoim bliskim internetem. Ale jeśli ktoś pragnie mieć zdjęcia artystyczne to zwraca się do mnie. Za dwa tygodnie jadę fotografować ślub do Łodzi. Bo widzi pani nie jest tak, że wysokiej klasy aparat gwarantuje dobre zdjęcie. To tylko narzędzie. Doskonale, ale narzędzie. Zdjęcie robi głowa a nie aparat.
– Ludzie są teraz zafascynowani nowoczesną techniką. Może jestem staroświecka, ale nie lubię oglądać zdjęć w komputerze. Klika się i… jakoś bardzo szybko zapomina. A jeśli ogląda się w towarzystwie, to wszyscy się tłoczą, mało co widać na ekranie, no to co to za oglądanie? Zdjęcie bierze się do ręki i, jeśli się podoba, to dokładnie ogląda, wręcz kontempluje.
– Potrzebny jest nastrój. Na przykład usiąść z żoną przy kominku, zapalić lampę, otworzyć album, a może i szampana, no i wspominać dobre chwile, rodzinne wydarzenia, bliskich, także podróże. To jest bardziej intymne, bardziej romantyczne aniżeli klikanie myszką. Aparat wyciąga się przecież wtedy, gdy chcemy coś dobrego i pięknego utrwalić. A więc kiedyś, potem powspominać.
– Dużo teraz podróżujemy
i rzecz jasna fotografujemy. Przyznam się, że mam parę znajomych, którym się wydaje, że obejrzenie setki zdjęć z Egiptu to wielka frajda. Tu jestem na tle piramidy, tu na tle Sfinksa, tu na wielbłądzie, tu na pustyni, itd...
– No i niemal katujemy tym znajomych. Radzę wybrać kilka najbardziej charakterystycznych i jeśli już musimy, to tylko te pokazywać.
– A te filmy ślubno-weselne! Cztery godziny oglądania jak ludzie piją, tańczą a ktoś już ma twarz w sałatce... Koszmar. Ani tych wszystkich gości znam, ani mnie nie interesują.
– No cóż, taka teraz moda, kamerzysta czy operator-amator filmuje „jak leci” za duże pieniądze. Kiedy fotografuję śluby i wesela unikam jak ognia scen, które mogą kogoś kompromitować lub tylko im uchybić. Tak robią paparazzi. Oni tylko na to czyhają.
– Woli Pan fotografować ludzi młodych czy starych?
– Bez różnicy! Każdy wiek jest piękny. Czasem przychodzi ktoś i mówi – ja nie chcę tego zdjęcia, bo ja jestem niefotogeniczny, ale muszę mieć fotografię do dowodu. Z całą odpowiedzialnością mówię – nie ma ludzi niefotogenicznych! Są tylko źle sfotografowani. Może Panu Bogu nie udało się stworzyć wszystkiego tak jak chciał, dlatego szybko stworzył fotografa, żeby fotograf mógł w światłach pokazać dobre strony wyglądu człowieka, a gorsze ukryć w cieniu. Ktoś jest ładny, ktoś jest brzydki – dla mnie coś takiego nie istnieje! Każdy człowiek jest interesujący i na swój sposób piękny.
– Jest Pan więc zarazem terapeutą – leczy ludzi z kompleksów!
– Bardzo mi się podoba słynne motto Witkacego w jego Firmie Portretowej: „Klient może portret kupić albo nie. Ale nie ma prawa dyskutować.” Jednak rzemieślnik nie może sobie na to pozwolić. Ja nie mogę na kliencie eksperymentować, robię tak, by nawet ktoś obdarzony drobnymi defektami wyszedł ładnie, by mu się fotografie podobały. I by były one prawdziwe. Terapeuta? Może w pewnym sensie tak jest. Jeśli ktoś ma orli, duży i niezgrabny nos, z którego jest niezadowolony, to ja mu nie zrobię zdjęcia z profilu. Jest wiele sposobów by unikać błędnych kadrów, ustawień. Ludzie mają wiele kompleksów. Jeśli przychodzi dziewczyna do zdjęcia ślubnego i  mówi, że ona jest niska i że zapewne fatalnie wyjdzie na fotografii, to ja jej mówię – dziewczyno, jeśli masz męża, jeśli on się z tobą ożenił, to ty jesteś piękna, ba dla męża najpiękniejsza! Albo jeśli dziewczyna mówi, że ma brzydki biust, to ja jej mówię: – weź dziewczyno i pojedź do Gliwic na onkologię. Tam zobaczysz prawdziwe, a nie wydumane nieszczęścia.
Bo fotografia to jest kontakt z człowiekiem. Ludzie przychodzą czasem zalęknieni, obawiają się, że źle wypadną na zdjęciu. Richard Aveden, jeden z najlepszych fotografów świata, portrecistów, Amerykanin, nieżyjący już niestety, mówił tak: – jeśli fotografuję jakiegoś człowieka, to staram się w niego wejść, staram się ogarniać jego duszę, staram się być nim, jestem całym nim, kiedy z nim pracuję. Ale kiedy kończę te zdjęcia i na drugi dzień spotykam na ulicy to ja go zupełnie nie poznaję, już przestał dla mnie istnieć. On istniał dla mnie w momencie fotografowania. Wtedy całym sercem, całą swoją wiedzą oddaję się jemu. Żeby zrobić dobre zdjęcie.
Dlatego ten podział na fotografików, artystów fotografów, itd. jest podziałem błędnym. Powinien być fotograf. Dobry lub zły. I dodam – cieszący się zaufaniem. Że nie zrobi  klientowi krzywdy.
– Wiem, że miał Pan wystawy swoich prac. Niestety nie udało mi się ich widzieć. Jaka była ich tematyka?
– Z takich moich ulubionych wystaw, to była wystawa „Twarze Teletrójki”,  czyli portretów redaktorów prowadzących telewizję katowicką. Niebawem będzie Swystawa dość interesująca, okazało się bowiem, że w Murckach z Domem Kultury współpracuje chłopak, zajmuje się również fotografią, fotografuje Murcki, a fajne jest to, że nazywa się… Krzysztof Niesporek. Tak samo jak ja, choć żaden krewny. Będzie więc wystawa „Krzysztof Niesporek i... Krzysztof Niesporek”. On pokaże zdjęcia z Murcek
a ja zdjęcia z Nikiszowca. Wyjątkowo architektura a nie portrety.
Znów wchodzą kolejni klienci.
Z rocznym dzieckiem. Pan Krzysztof wprowadza ich w skąpo oświetlone czeluście studia. Tam malutka dziewczynka jest rozbierana przez młodą mamę prawie do koszulki, ojciec z wieszaków okrytych folią wydobywa białe rajtuzki, białe  pantofelki, haleczki, sukienkę
z tiulowymi falbanami, czepeczek
z rondkiem, dziewczynka podaje się tym zabiegom cierpliwie, okazuje się, że na imię ma Natalia.
– Czy może stanąć? – pyta pan Krzysztof. Tak, nie tylko umie stać ale nawet już chodzi. Na ciemnowłosej główce ma dwa sterczące kucyki w białych wstążeczkach. Pan Krzysztof przy swoich aparatach i reflektorach kieruje obiektyw na małą modelkę, którą rodzice stawiają na krześle przy ozdobnym stoliku, ale tata boi się i trzyma ramię w pogotowiu. – Proszę wziąć rękę! Błysk. Teraz dziecko siedzi. Błysk. Pan Krzysztof manewruje aparatami i zasłonami. Zapowiada się na prawdziwą, długą sesję zdjęciową. Teraz bez czepeczka, tylko z tymi kucykami. Teraz wprost. Teraz z boku. Modelka chce płakać. Pan Krzysztof stawia na stoliku doniczkę z białymi kwiatami. Natalia patrzy na kwiaty. Wspaniale. Portret będzie bardzo udany.
Wyszłam. A tam sesja zdjęciowa trwa nadal. Gdy rodzice ubierają małą panienkę, pan Krzysztof wraca: – to będzie pamiątka z roczku.
I ta pamiątka będzie małej, a potem dużej Natalii, towarzyszyć przez całe życie, a jej dzieci, a potem i wnuki będą się dziwić: to ty też byłaś taka mała?
EWA  WANACKA

WIELKANOCNE ŻYCZENIA
NIENALEŻNY PODATEK!
PROBLEMY OSIEDLOWYCH SPOŁECZNOŚCI
PODPALENIA W GWIEŹDZIE'90
SERDECZNE CIEPŁO SPÓŁDZIELCZYCH KLUBÓW
PORADY Z SZUFLADY
HOROSKOP OD 15 KWIETNIA DO 15 MAJA 2009
HARMONOGRAM ODCZYTÓW PODZIELNIKÓW I WODOMIERZY
OGŁOSZENIA DROBNE