Moje refleksjeTemat dnia
Nr 189 Nr 190 Nr 191
   
NASZE, WSPÓLNE SPRAWY...
OSIEDLA "HAPEROWIEC" I "ŚRÓDMIEŚCIE"
TĄPNĘŁO. ZATRZĘSŁY SIĘ DOMY...
NIEZAPOMNIANE, SERDECZNE DNI GRUDNIOWE
SZUKAMY TANICH I SOLIDNYCH WYKONAWCÓW
ZNANI I NIEZNANI
RATUNEK W RODZINIE
PORADY Z SZUFLADY
SUPERJEDNOSTKA NIE MOCZY JUŻ NÓG...
FUNDACJA KSM
POEZJA BARBARY DONIEC

WOJCIECH LEŚNIAK AKTOR SPEŁNIONY

Wojciech Leśniak jako Szatan w „Dziadach” cz. III

Wojciech Leśniak (Woland) w scenie zbiorowej w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa

Było mu przeznaczone zostać aktorem, wszak w aktorskiej rodzinie się urodził. Wojciech Leśniak znany jest z wielu scen teatralnych województwa śląskiego i obrazów telewizyjnych. Należy do najpopularniejszych aktorów, czego wyrazem jest kilkukrotne uhonorowanie nagrodą Złotej Maski. Wiecznie w ruchu i szybkim tempie życia znalazł chwilę czasu dla „Wspólnych Spraw” na rozmowę.  
– Co składa się na to by być aktorem spełnionym?
– Talent, praca i łut szczęścia.
– Proszę o aktorskie curriculum vitae.
– W 1976 roku ukończyłem studia w PWST w Krakowie. Potem Teatr Polski w Bielsku, dwa sezony (1978-1979) w Teatrze Zagłębia, dalej przez 6 miesięcy Teatr Rozrywki w Chorzowie, 6 miesięcy Teatr im. Tuwima w Łodzi, następnie 5 sezonów w Teatrze Śląskim, im. St. Wyspiańskiego w Katowicach i kolejne 5 sezonów w Teatrze Nowym w Zabrzu. Z Zabrza powrót do Teatru im. Zagłębia w Sosnowcu.
– A mieszkasz?
– Na wspaniałym osiedlu KSM im. J. Kukuczki. Nie wiem czy ja się z tego bardziej cieszę czy mój pies. Bo on wybiegając z klatki schodowej może pohasać na olbrzymiej łące. To nasz trzeci pies. Właściwie nie mój, tylko żony Ewy (też aktorki Teatru Zagłębia – przyp. uw). Moje – podkreślam „moje” – dwa psy Fifek i Tabsik po 22 latach odeszły. Nie chciałem kolejnego. Ale ten był nam przeznaczony. Wbiegł kiedyś głównym wejściem do teatru, prosto do garderoby mojej żony. Nie wyraziłem zgody by został z nami. Wybiegł z teatru i... po 2 tygodniach wrócił tam, położył się na nogach mojej żony, no i... sprawa została przypieczętowana. No cóż, czasami powtarzam sobie mądrą maksymę: „Panie, daj abym był takim, za jakiego bierze mnie mój pies.”
– Występujesz na scenie ponad 30 lat. Które role uważasz za najważniejsze?
– Wszystkie. Ja w ogóle nie wracam do przeszłości, żyję tą chwilą i rolą jaką gram. Stąd często kłopotliwa jest dla mnie odpowiedź na często zadawane pytanie: – co pan grał? Nie pamiętam, bo żyję rolą tu i teraz. Obecnie najważniejsza jest dla mnie rola Wolanda w „Mistrzu i Małgorzacie”. Bardziej interesuje mnie to co będzie dalej, gdyż to co było już minęło. Uważam – przy czym jest to tylko moje zdanie – że gdy już będę wspominał moje dawne role to znaczy, że pora przejść na emeryturę.
– Co dla Ciebie w życiu jest najważniejsze?
– Życie tak jak puzzle składa się z kilku elementów: – ze spełnienia zawodowego, rodzinnego, szczęścia itd. Jeżeli jeden z nich wypada tak jak w puzzlach, to trudno potem coś złożyć. Uważam, że jestem bardzo szczęśliwym facetem, spełnionym pod każdym względem. Mam dużo szczęścia.
– No tak, ale zrezygnowałeś z wielu propozycji np. przeniesienia się do Teatru w Warszawie czy Łodzi.
– Nie wolno niczego żałować, chyba nie jestem w tym mniemaniu odosobniony, co potwierdza przykład kilku aktorów z województwa śląskiego. Miałem propozycje od Kazimierza Dejmka (Teatr Nowy w Łodzi potem Teatr Polski w Warszawie), Adama Hanuszkiewicza (Teatr Narodowy). W 1978 roku do rozmowy z A. Hanuszkiewiczem przygotowywał mnie mój ojciec Michał Leśniak. Ojciec był nie tylko świetnym aktorem ale także mądrym człowiekiem. Powiedziałem dyrektorowi, że jeżeli może mi zapewnić w sezonie jedną prowadzącą rolę to podpiszę umowę. Niestety, nie mógł mi tego zagwarantować. Wtedy nie miałem mieszkania i byłem przed ślubem z Ewą.
– Jakie są relacje w małżeństwie aktorskim?
– Wszyscy wyobrażają sobie, że jest to tzw. zawód konkurencyjny. Kiedyś zastanawialiśmy się z żoną jak to z sobą konkurujemy pracując w jednym teatrze. Absurd. Egzystujemy w tym zawodzie jako tako.
– No to już przesadna skromność. Twój talent wielokrotnie nagradzano.
– Moi koledzy, warszawscy aktorzy (m.in. Wiktor Zborowski, Paweł Wawrzecki, Jerzy Radziwiłłowicz), którzy co jakiś czas gościnnie występują na Śląsku (zabierając nam... pieniądze) przebywając w moim domu dopytują się o kolejne nagrody. Otrzymywałem piękne nagrody np. Grand Prix za rolę Szatana w „Kordianie” na Festiwalu Górnośląskim; czterokrotnie dostałem Złotą Maskę (nagroda wojewódzka), w 1999 roku nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za najlepszą rolę romantyczną. Odbierałem ją na Zamku Królewskim od ministra Michała Ujazdowskiego.
Najbardziej cenię sobie tą, którą dostałem od dzieci na Festiwalu Bajek w Chorzowie. To była główna nagroda – Zielona żaba, a ja grałem Tytusa. Mimo dużej konkurencji aktorów warszawskich teatrów ja zostałem uhonorowany. A cieszę się z wszystkich, bo one są jak gdyby wkalkulowane w mój zawód. Tylko najpierw trzeba je zdobyć. Dopiero potem można je negować. To jest tak jak gdyby mieszkając na osiedlu im. J. Kukuczki mówić: – a co tam wejść na ośmiotysięcznik. Najpierw trzeba wejść a potem mówić, że to „pestka”. Tak mógł mówić tylko Jerzy Kukuczka.
– A chodzisz po górach?
– Nie, ja jestem facet nizinny, kocham lasy, wodę. Na wakacje jeździmy zawsze w Bory Tucholskie – to nasza wspólna pasja z żoną – bo tak przepiękne jeziora, lasy, grzyby. Jeszcze nigdy w życiu nie kupiliśmy suszonych grzybów. Czasami między próbą a spektaklem (pracujemy w tym samym teatrze) jedziemy na grzyby do Złotego Potoku.
– Czy to, że pochodzisz z aktorskiej rodziny wpłynęło na wybór zawodu?
– Moi rodzice to aktorskie małżeństwo: Sabina Chromińska-Leśniak (pisaliśmy o niej na łamach „Wspólnych Spraw ” – przyp. uw) i Michał Leśniak (zmarł w 1983 roku). Tata zawsze powtarzał: – pamiętaj synu, dopiero gdy trójka dyrektorów teatrów z Zielonej Góry, Warszawy, Grudziądza powie zgodnie: – tak, tego chciałbym mieć w swoim zespole, to znaczy, że... jesteś kimś w naszej profesji. Jestem spełniony w tym zawodzie. Pamiętam o tym, a zostało mi jeszcze 10 lat do emerytury !
– Przed Tobą premiera nowej sztuki w Teatrze Zagłębia.
– To komediofarsa J. Chapmana i L. Llodya „Biznes”, dwie godziny pysznej zabawy. Jej bohaterowie to dwaj przedsiębiorcy z Yorkshire, którzy – gdy są w skrajnej desperacji – chcą sprzedać obcokrajowcom swoją bankrutującą firmę. Sztuka w Warszawie cieszyła się olbrzymim powodzeniem, myślę, że u nas też.
– Dziękuję za rozmowę.
URSZULA WĘGRZYK

W TYM WYDANIU
PROBLEMY OSIEDLOWYCH SPOŁECZNOŚCI
DEWASTACJE W LISTOPADZIE
AGNIESZKA BRZEZINA PRZEŻYŁA 100 LAT W BOGUCICACH
DALSZE ATRKACJE W SPÓŁDZIELCZYCH KLUBACH
ZWIERZYNA LEŚNA POMIĘDZY DOMAMI
HOROSKOP OD 15 STYCZNIA DO 15 LUTEGO 2007
HARMONOGRAM ODCZYTÓW PODZIELNIKÓW I WODOMIERZY
OGŁOSZENIA DROBNE